<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" version="2.0">
	<channel>
		<title>Tradycja</title>
		<link>https://halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja</link>
		<description></description>
              <atom:link href="https://halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />		<item>
			<title>Miasto pragnie naszej żywności</title>
			<link>https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/miasto-pragnie-naszej-zywnosci-2354536</link>
			<description>„Jeśli chcesz wiedzieć, co jesz, zamów u nas jajka od szczęśliwych kurek, mleko prosto od krów skubiących trawę oraz uprawiane w ekologicznych warunkach warzywa i owoce”. – Ulotkę takiej treści zostawiła w jednej z poznańskich restauracji Katarzyna Ściana, która od niemal 10 lat prowadzi w Marszewie w powiecie nowotomyskim ekologiczne gospodarstwo. I opłaciło się. Dziś produktami z jej pola zajadają się poznaniacy. A ona dobrze na tym zarabia.
 </description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kilkanaście skrzyń wypełnionych po brzegi sałatą, młodą kapustą, ziołami i rzodkiewką stoi na podłodze w siedzibie stowarzyszenia Lepszy Świat w Poznaniu przy ul. Libelta. Na kilku stołach stojących w rzędzie poustawiano litrowe butelki z mlekiem kozim i krowim. W wytłoczkach po sześć i dziesięć sztuk poukładano jajka od kurek zielononóżek. Jest też ser twarogowy i smażony. Ten przysmak z Marszewa znajduje wielu nabywców. Na kanapie, tuż przy schodach siedzi z laptopem na kolanach Magdalena Lech, koordynatorka, wolontariuszka, która sprawdza listę zamówionych ostatnio produktów. Jest poniedziałek godzina siedemnasta. Do siedziby Stowarzyszenia Lepszy Świat zaczynają schodzić się pierwsi klienci. </p>
<p>Ekozakręceni</p>
<p>Co tydzień od dwóch lat, bo tyle lat temu powstała Poznańska Kooperatywa Spożywcza, w poniedziałkowe popołudnia przychodzi po kilkunastu klientów. O takich ludziach jak oni w mieście mówi się, że to świadomi konsumenci, którzy dbając o swoje środowisko i zdrowie, wybierają lokalne i pochodzące z ekologicznych upraw produkty. Mają ze sobą duże bawełniane lub lniane torby. </p>
<p>– Staramy się nie używać foliówek – wyjaśnia Marek, który do swojej torby pakuje 1 litr mleka krowiego, 1 litr mleka koziego, dorodną sałatę, ogromny pęczek rzodkiewek, rukolę i 10 jaj. Są jeszcze ciepłe, bo pani Kasia podebrała je z kurnika tuż przed wyjazdem do Poznania. Z Marszewa to zaledwie 50 km. Między innymi dlatego kooperatywa nawiązała współpracę właśnie z tym gospodarstwem.</p>
<p>W ubiegłym roku 25 osób wybrało się z Poznania rowerami  do Marszewa, by na własne oczy zobaczyć, jak wygląda uprawa na polach. </p>
<p>Ekodoświadczeni </p>
<p>Gospodarstwo Kasi Ściany i Jerzego Dolskiego należy do Spółdzielni Socjalnej Marszewo w gminie Lwówek. Powstało w 2006 roku. Pani Kasia i pan Jerzy mają 15-letnie doświadczenie w rolnictwie, choć z wykształcenia nie są rolnikami. Można o nich powiedzieć, że są samoukami. Od początku zajmowali się ekologiczną uprawą. Mają więc stosowne certyfikaty uprawniające ich do używania nazwy „eko”. Trzy razy w roku odwiedza ich komisja sprawdzająca, czy przestrzegają wszystkich procedur stosowanych w tego typu gospodarstwach. </p>
<p>Dziś gospodarstwo ma 15 ha, z czego na 4 ha uprawiane są warzywa. Na wiosnę na polu kiełkuje sałata, rukola, rzodkiewki i kalarepa. Lada dzień zacznie się zbiór buraczków i młodej kapusty. Później przyjdzie czas na ogórki, fasolę i pomidory. Do listy warzyw dołączy też włoszczyzna, czyli por, seler, pietruszka i marchew. Posadzili też ziemniaki. Trzy hektary pól to zboża. Kilka hektarów porastają łąki. To stołówka dla krowy. Wypasa się ją tylko na trawie. Daje więc dziennie ok. 10 litrów mleka rano i tyle samo wieczorem. Na łące stołuje się też 15 dorosłych kóz. 8 tygodni temu dołączyły do stada dwa nowo narodzone koźlęta. </p>
<p>Reszta ziemi to sady. Rosną na nich jabłonie starej odmiany Cesarz Wilhelm. Są śliwki węgierki. Zaczynają się zawiązywać włoskie orzechy. Jest też zagonek z truskawkami i krzaki malin. </p>
<p>Rękodzieło ekologiczne</p>
<p>Pani Kasia ma też spiżarnię i certyfikat „Rękodzieło ekologiczne”. Upoważnia ją on m.in. do wytwarzania własnych produktów. Dlatego na spiżarnianych półkach stoją litrowe słoje z własnoręcznie przygotowanym przecierem jabłkowym. Czasem trafia tu również robiony specjalnie na zamówienie biały ser, masło, kwas buraczany i żurek. Znalazło się też miejsce na własną mąkę. </p>
<p>Pani Kasia ma także 70 dorosłych i 60 młodych kur zielono­nóżek. Te starsze znoszą po 190 jaj rocznie. Młode zaczną się nieść za kilka miesięcy. Wówczas będą mieli niemal dwa razy więcej jaj niż dotychczas. Jest na nie zbyt w mieście. Do tej pory część klientów, która zamawiała jajka, odchodziła z kwitkiem. Teraz ten problem powinien się skończyć. </p>
<p>To dobrze, bo jajka od kur zielono­nóżek są w cenie. W mieście za jedno płaci się złotówkę. Rocznie za same jajka dostaną więc ok. 24 tys. zł. Do tego dochodzi jeszcze sprzedaż warzyw, owoców, sera i mleka. Z każdego co­tygodniowego wyjazdu do Poznania pani Kasia i pan Jurek przywożą od 400 do 1000 zł. Klienci średnio za zakupy płacą im od 30 do 50 zł. Choć są i tacy, których zamówienie opiewa na 100, a nawet 170 zł. Wszystkie pieniądze trafiają do Marszewa, bo to, jakby nie było, sprzedaż bezpośrednia, a koordynatorzy zakupów działają społecznie. Nie biorą za to ani grosza. Dzięki życzliwości stowarzyszenia Lepszy Świat mogą bezpłatnie korzystać z lokalu. </p>
<p>Kabaczki jeszcze nie dorosły</p>
<p>– Czy w przyszłym tygodniu będą już młode buraczki? – pyta kolejny z klientów panią Kasię. </p>
<p>– Myślę, że tak. Będzie też żur i kwas buraczany. Przywieźć? – radzi się koordynatorki pani Kasia. </p>
<p>– Marek ma jeszcze w zamówieniu kabaczki. Gdzie są? – pyta koordynatorka, by spakować jego zakupy.</p>
<p>– Kabaczki jeszcze nie dorosły. W ostatnim tygodniu było za dużo deszczu. Ale jeśli nadejdą upały i utrzymają się przez kilka dni, to w przyszłym tygodniu będą. Uzupełnimy zamówienie – wyjaśnia pani Kasia. Prosi, by tak na nią mówić. W poznańskiej kooperatywie wszyscy starają się mówić do siebie po imieniu. Panuje rodzinna atmosfera.</p>
<p>Zamówienie przechodzi więc na następny tydzień. Pani Magda zaznacza tę zmianę w komputerze. Jak wygląda procedura zamówienia? </p>
<p>– W niedzielę wieczorem wszyscy, którzy należą do kooperatywy i opłacili składkę (50 zł), dostają link do strony z nazwą oferowanych na dany tydzień produktów. Ten spis dostarcza gospodarstwo. Bo pani Kasia i pan Jerzy najlepiej wiedzą, co mają na polu. </p>
<p>Warzywa i owoce są zbierane z pola tuż przed wyjazdem do Poznania. To gwarancja świeżości.  </p>
<p>O 19.30 towar jest w całości wydany. To wynika z regulaminu kooperatywy. Muszą opuścić posprzątany lokal do godz. 20.00. O tej porze bowiem miejsce, które przed chwilą było sklepem, zamieni się w czytelnię. </p>
<p>Gospodarze pakują skrzynki do auta i ruszają w powrotną drogę. Zanim odpoczną po ciężkim dniu pracy, wydoją krowę, zapędzą kozy do szopy i sprawdzą pocztę mailową. Bo przychodzą na nią zamówienia od innych mieszkańców miast. Współpraca z kooperatywą nie jest bowiem jedynym źródłem dochodu Marszewa. Od lat dostarczają warzywa do jednej z poznańskich restauracji, która bardzo ceni sobie ich produkty. Mają też grono zaprzyjaźnionych indywidualnych odbiorców. Im też raz w tygodniu dowożą towar. </p>
<p>– Sprzedaż bezpośrednia to najlepszy sposób na zbyt płodów rolnych. A ludzie w mieście chętnie kupują ekologiczne produkty – przekonuje pani Kasia, która z jednego wyjazdu do Poznania przywozi na czysto średnio 400 zł zarobku.</p>
<p>Dorota Słomczyńska</p>
<div><span style="font: 9.0px ‘Myriad Pro‘; letter-spacing: -0.1px;"><strong> </strong></span></div>]]></content:encoded>
			<enclosure url="https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2014/06/12/248355.webp" length="0" type="image/jpeg"/>
			<category>Tradycja</category>
			<author>info@tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczy)</author>
			<pubDate>Thu, 12 Jun 2014 00:00:00 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="true">https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/miasto-pragnie-naszej-zywnosci-2354536</guid>
			<premium_label>false</premium_label>
		</item>
		<item>
			<title>Koktajl  z selerem naciowym i imbirem</title>
			<link>https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/koktajl-z-selerem-naciowym-i-imbirem-2354530</link>
			<description>Składniki: 1 łodyga selera naciowego, 3 jabłka, 4 plastry imbiru, listki mięty, ½ limonki, ½ szkl. przegotowanej wody.
 </description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wykonanie: Łodygę kroimy na kawałki, dodajemy obrane  jabłka, imbir, obraną limonkę i rozcieramy blenderem. Przecieramy masę przez sitko, dodajemy listki mięty i rozcieramy jeszcze raz.</p>
<div><span style="letter-spacing: -0.1px;"> </span></div>]]></content:encoded>
			<enclosure url="https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2014/06/12/248354.webp" length="0" type="image/jpeg"/>
			<category>Tradycja</category>
			<author>info@tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczy)</author>
			<pubDate>Thu, 12 Jun 2014 00:00:00 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="true">https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/koktajl-z-selerem-naciowym-i-imbirem-2354530</guid>
			<premium_label>false</premium_label>
		</item>
		<item>
			<title>Jedna wieś – dwie królowe</title>
			<link>https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/jedna-wies-dwie-krolowe-2354529</link>
			<description>Wieś ma sołtysa – to normalne. Może też mieć sołtyskę – także nic w tym dziwnego. Ale kiedy ma dwie sołtyski – to już sytuacja niezwyczajna. Takich wiosek jest w Polsce raptem kilka. My trafiliśmy do Bukowic na Dolnym Śląsku i o nietypowym sprawowaniu władzy porozmawialiśmy z dwiema najważniejszymi w nich kobietami.
 </description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Bogumiła Bialic rządzi Bukowicami Dolnymi, czyli tymi, które leżą „na górce” – to kolejna osobliwość Bukowic. Smykałkę do zarządzania odziedziczyła po przodkach – już pradziadek był sołtysem. Dziadek był nawet wójtem, a tata – przewodniczącym rady gromadzkiej w Bukowicach. Ma 56 lat, ale ani nie wygląda, ani nie czuje się na tyle.</p>
<p>– Niektórzy mówią, że młodsi ode mnie wyglądają na starszych. Że mam energię? Może, ale to pewnie dlatego, że w życiu tak dostałam w kość, że już chyba nic mi nie zagrozi. Uznałam, że to, co najgorsze, już się wydarzyło, a zostało tylko to, co lepsze. I zawodowo, i prywatnie. Nie ma co się przejmować tym, co było. Trzeba oczekiwać już tylko dobrego – zaczyna rozmowę z nami Bogumiła Bialic.</p>
<p>Życie jej nie oszczędzało, ale nie za wiele chce o tym mówić. Siłę czerpie z tego, „że się po prostu chce żyć dla rodziny”, często – z modlitwy. Opowiada o tym, chodząc po pokoju, odbiera telefon, parzy kawę i jednocześnie przegląda plik papierów. Lada moment ma przyjechać transport pizz i hot-dogów, którymi chce nakarmić uczestników festynu z okazji Dnia Dziecka. Sołtyską jest od 2007 roku, drugą kadencję. Ale najpierw próbujemy ustalić, jak to możliwe, że wieś ma dwóch sołtysów.</p>
<p>Ma być wesoło</p>
<p>– Tak jest od niepamiętnych czasów, nie wiem. A najlepsze jest to, że my tu mieszkamy na górce, a sołectwo nazywa się Bukowice Dolne. Te Górne, dla odmiany, leżą w dole wsi. Przed wojną na pewno było już dwóch sołtysów, a mieszkańców w Bukowicach niemało, tyle samo, co teraz, czyli ok. 1900 – wyjaśnia pierwsza sołtyska.</p>
<p>Wieś ma więc dwie matki. Obie równorzędne, nie ma między nimi rywalizacji, a podopieczni jednej zgłaszają się do drugiej. Kiedy Bogumiła Bialic robi projekt, planuje go z myślą o wszystkich mieszkańcach – czy to piknik rodzinny, czy święto pieczonego ziemniaka, czy impreza mikołajkowa. Sama obmyśla scenariusze, sama projektuje albo zdobywa potrzebne do ich realizacji gadżety.</p>
<p>– Ale przeważnie idę na żywioł, nie planuję. Stwierdziłam, że planowanie nic nie daje, że nie da się wszystkiego przewidzieć. Ale ile potrzeba jabłek na konkurs obierania, oczywiście wiem. I jeszcze jedno – lubię, kiedy nie jest smutno, ma się coś dziać, mamy się bawić podczas tych spotkań mieszkańców, a nie siedzieć – dodaje.</p>
<p>„Tak sobie sołtysuję” – mówi o sobie. Czasem rzeczywiście to wszystko robi się trochę samo, bo jej aura sprawia, że dookoła pełno chętnych do pomocy. Idzie do chemicznego po zakupy na piknik i wraca z plikiem jednorazowych próbek kremów. A na festyny, odkąd ona jest sołtyską, nie trzeba zapraszać ochroniarzy. Z Bukowicami Górnymi uczestniczyli m.in. w projekcie „Wioska drewna”, w którym z surowca, w jaki obfituje okolica, mieszkańcy produkowali małą architekturę i elementy dekoracyjne, które dziś zdobią wioskę. Nie ukrywa, że wiele z tego, co udaje się zrobić, zawdzięcza radzie sołeckiej, „której można pozazdrościć”. Na podwładnych nie narzeka, ale zauważa, że kiedyś ludzi do współpracy było więcej. </p>
<p>– Dziś młodzieży jest mniej, gdzieś się pochowali, chyba siedzą przy komputerach – przyznaje pani Bogumiła. Jest zeszłoroczną laureatką „Kryształowej koniczyny” – wyróżnienia dla najaktywniejszych działaczy na rzecz społeczności wiejskiej. Uznano ją za jedną z dziewięciu najlepszych w całym województwie dolnośląskim.</p>
<p>Bukowicami Górnymi, czyli tymi położonymi w dole, zarządza Henryka Zalewska. Już na wstępie potwierdza właściwą wiosce oryginalność – wita nas nie mniej kolorowa niż ogród, który otacza duży dom. Turkusowa sukienka, kruczoczarne włosy, kolorowe drewniane korale i bransoletka – wyprodukowane przez mieszkańców Bukowic podczas warsztatów – wszystko to zapowiada kobietę z charakterem. I taką właśnie okazuje się druga „mama” Bukowic. Kiedy zauważamy jej dbałość o wizerunek, reaguje:</p>
<p>– Eee, tam! Włosy? Nie chodzę do fryzjera, sama sobie wszystko robię. Makijaż też, parę minut i zrobione. </p>
<p>Sołtyską jest dopiero jedną kadencję. Już wie, że praca sołtysa, to ciężki i poważny kawałek chleba. Dlatego tym bardziej ceni sobie obecność drugiej sołtyski i przyjaźń z nią.</p>
<p>– To jest duża wioska i jeden sołtys nie dałby sobie rady. A na pewno miałby sporo kłopotów, żeby to wszystko ogarnąć. Bo wydawałoby się, że co takiego jest na wiosce do roboty? Ludzie sobie mieszkają, jest fajnie, wystarczy zebrać podatek. A tymczasem są i oczekiwania ludzi, i obowiązki. Trzeba zadbać, żeby rowy i przepusty były drożne. Ostatnio mieliśmy powódź, nie mamy tu rzeki, ale to do nas spływa woda, kiedy pada. Sadzenie roślin też jest na mojej głowie – ostatnio oczyściliśmy boisko – mówi pani Henryka, i, oryginalnie, wyciąga zza dekoltu dzwoniący telefon.</p>
<p>Szewc i motocyklistka </p>
<p>Jest prawdziwą kobietą przedsiębiorczą. Dziś prowadzi sklep we wsi, ale zanim została sołtyską, miała zakład tapicerski. Z mężem zaangażowali się też w uprawę pomidora – dziś po części z niej żyją. Ma wykształcenie czeladnicze, a jej zawód wyuczony to obuwnik. Zna się na butach, ale markowe jej nie interesują. Woli mówić o tym, co zrobiły „razem z Bogusią” dla wsi. Nie konkurują ze sobą, wręcz przeciwnie.</p>
<p>– Nie kłócimy się, absolutnie! Nie rywalizujemy, bo to byłby całkowicie zły kierunek. Jak już, to jedna drugiej doradza, kilka dni temu znów się spotkałyśmy i radziłyśmy nad czymś – cieszy się z dobrych stosunków z sąsiadką.</p>
<p>Jest dowodem na to, że sołtys jest człowiekiem od wszystkiego. Ostatnio powołano ją jako świadka w sprawie rodzinnej. Tam, gdzie wkrada się patologia, zobowiązana jest interweniować. W obecności sołtysa policja otwiera domy i aresztuje sprawców kradzieży. Z tym jeszcze daje sobie radę, ale są sprawy, których zrozumienie przychodzi jej z trudem.</p>
<p>Bukowice zaskakują na każdym kroku. Opowiadając o obowiązkach, sołtyska Górnych przyznaje się nagle do... motocyklowej pasji.</p>
<p>–  Jeżdżę na zloty. Mamy dragstara i choppera rexa. Jeździmy z mężem, ja – tym drugim, sto dwudziestką piątką. Nie rozwijam dużych prędkości, najwyżej 120 na godzinę. Czy się boję? Skąd! Jazda na motorze  to najlepsza rzecz pod słońcem! – mówi z ekscytacją.</p>
<p>Oryginalność Bukowic nie polega nawet na tym, że ma dwóch włodarzy, ale na tym, że tak dobrze o sobie mówią i widzą swoje „królestwa” jako część większej całości. Mają poczucie, że bez drugiej części nie funkcjonowaliby tak dobrze. Na zebrania sołeckie przychodzą mieszkańcy obu wiosek. Mają osobne fundusze sołeckie, ale na imprezy z nich realizowane zapraszają wszystkich. Nie ma Heni bez Bogusi, ani Bogusi bez Heni. Jedność w wielości to coś, co w Bukowicach udaje się nadzwyczajnie.</p>
<p>Karolina Kasperek</p>
<div><span style="font: 9.0px ‘Myriad Pro‘; letter-spacing: -0.1px;"><strong> </strong></span></div>]]></content:encoded>
			<enclosure url="https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2014/06/12/248356.webp" length="0" type="image/jpeg"/>
			<category>Tradycja</category>
			<author>info@tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczy)</author>
			<pubDate>Thu, 12 Jun 2014 00:00:00 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="true">https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/jedna-wies-dwie-krolowe-2354529</guid>
			<premium_label>false</premium_label>
		</item>
		<item>
			<title>Mus z burakiem, melonem i jabłkiem</title>
			<link>https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/mus-z-burakiem-melonem-i-jablkiem-2354528</link>
			<description>Składniki: ¼ melona, 2 jabłka, 2 buraczki, ½ szkl. przegotowanej wody.
 </description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wykonanie: Melon oczyszczamy z ziaren i skórki i kroimy na kawałki. Jabłka i buraczki obieramy ze skórki i kroimy na kawałki, dodajemy do melona. Dodajemy wodę i całość rozcieramy blenderem.</p>
<div><span style="letter-spacing: -0.1px;"> </span></div>]]></content:encoded>
			<enclosure url="https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2014/06/12/248352.webp" length="0" type="image/jpeg"/>
			<category>Tradycja</category>
			<author>info@tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczy)</author>
			<pubDate>Thu, 12 Jun 2014 00:00:00 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="true">https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/mus-z-burakiem-melonem-i-jablkiem-2354528</guid>
			<premium_label>false</premium_label>
		</item>
		<item>
			<title>Pyszny napój marchewkowy</title>
			<link>https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/pyszny-napoj-marchewkowy-2354527</link>
			<description>Składniki: 3 l wody, 1½ szkl. cukru, 1½ łyżeczki kwas­ku cytrynowego, 1 pomarańcza, 3 marchewki.
 </description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wykonanie: Marchewkę i pomarańczę obieramy, gotujemy do miękkości. Przecieramy przez sito. Zagotowujemy wodę z cukrem, kwaskiem cytrynowym i dodajemy do przetartej masy. Dekorujemy listkami mięty.</p>
<div><span style="letter-spacing: -0.1px;"> </span></div>]]></content:encoded>
			<enclosure url="https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2014/06/12/248353.webp" length="0" type="image/jpeg"/>
			<category>Tradycja</category>
			<author>info@tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczy)</author>
			<pubDate>Thu, 12 Jun 2014 00:00:00 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="true">https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/pyszny-napoj-marchewkowy-2354527</guid>
			<premium_label>false</premium_label>
		</item>
		<item>
			<title>Przecier owocowy</title>
			<link>https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/przecier-owocowy-2354526</link>
			<description>Składniki: 1 mango, 2 banany, 2 kiwi.
 </description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wykonanie: Owoce obieramy ze skórki, kroimy na kawałki. Przekładamy do miski i ucieramy blenderem. Podajemy z listkami świeżej mięty.</p>
<div><span style="letter-spacing: -0.1px;"> </span></div>]]></content:encoded>
			<enclosure url="https://static.tygodnik-rolniczy.pl/images/2014/06/12/248351.webp" length="0" type="image/jpeg"/>
			<category>Tradycja</category>
			<author>info@tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczy)</author>
			<pubDate>Thu, 12 Jun 2014 00:00:00 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="true">https://staging.halowies.pl/rolnictwo/wies-i-rodzina/tradycja/przecier-owocowy-2354526</guid>
			<premium_label>false</premium_label>
		</item>
	</channel>
</rss>
